Dzisiejszy post jest dla mnie można powiedzieć wręcz przełomowy. Ostatni raz bowiem połączenie dwóch rzeczy wykonanych z dżinsu miałam na sobie w drugiej klasie podstawówki, kiedy to dostałam od mamy komplecik składający się z pilsowanej dżinsowej spódniczki i kurteczki. Całkiem niedługo po tym, od osoby na której guście wtedy niesamowcie polegałam, usłyszałam opinie, że połączenie dżinsu z dżinsem to największa wiocha jaką można sobie wyobrazić, niewybaczalne wręcz faux pas. A więc dziewięcioletnia ja skutecznie i na długo rozkompletowałam prezent od mamy, a spódniczka i kurteczka dalej były przeze mnie chętnie noszone, ale już osobno.
Dopiero teraz sama, dobrowolnie połączyłam ombre jeans (zresztą moje DIY) z dżinsową koszulą z Wranglera, w której posiadanie weszłam za całą złotówkę. O dziwo, gdy postanowiłam, że najwyższy czas pokazać te spodnie na blogu, koszula była pierwszą opcją jaka wpadła mi do głowy i jedyną słuszną. Całość uzupełniłam nieco mocniejszymi dodatkami - koturnami z H&M, bransoletką która już pojawiła się w poprzednim poście i okularami z Aldo.
Mimo wszystko, ten zestaw traktuję jako mój wybryk, jednorazowe złamanie zasad. Pewnie dalej będę unikała dżinsowo-dżinsowych połączeń. Chyba że moja intuicja, tak jak w tym przypadku, podpowie mi inaczej.
Jeans- Cubus + Diy/Shirt- Wrangler, Sh/ Wedges- H&M/Sunglasses- Aldo/ Bracelet- @